Być w cudnym miejscu i pstryknąć piękne zdjęcie - to chyba zbyt proste, a wręcz prozaiczne.
Dostrzec w brzydocie otoczenia coś, co na zdjęciu  w piękno przemieni się - ciągle staram się. Lecz - To, niezmiennie ucieka przede mną, czasami tylko dając złudę i zwodząc.
Dręczy mnie świadomość, że bezwiednie podążając za innymi, coś przeoczam, coś co, aż wyje by je zobaczyć i uchwycić.

Obojętne mi opinie różnej maści autorytetów, wszak sztuką się staje to, co  ludziom wmówi się za sztukę.
Zdjęcia są wypadkową rozwoju duszy mej, a skoro każdy postrzega świat inaczej, to jakżeż może oceniać świat, który ja widziałem ?
Śmieszą  mnie igrzyska, gdzie kto się lepiej wpstryknął w gusta zadętych sędziów.
Tak, jak malarz pokrywa płótno rzeczywistością jemu widzianą, i jemu wiadomą, tak samo my modyfikujemy obraz czasem, przysłoną, ostrością, czy też bitami.
A mimo to, czy słyszał ktoś o konkursie wymalowanych obrazów ?
Imprezy w stylu - "Maraton fotograficzny", nieodmiennie kojarzą mi się z biedakami, biegającymi po labiryncie z aparatami na szyjach, nerwowo wypatrującymi czegoś, co nasyci jury.
 A mnie cieszy ta celebracja przed  pociśnięciem spustu, co też i rozterkę we mnie budzi, czy aby te zdjęcia, to tylko nie efekt uboczny tej mojej małej radości.  

                                                                                                                                    Mirek

Powrót na stronę główną